- Też cię nienawidzę. - przewróciłam głową, patrząc na chłopaka siedzącego obok. - Jesteś brzydki. I do tego... - przejechałam bladym jak ściana palcem po jego twarzy - Jesteś zbyt małomówny, kotku. Nie lubię takich ludzi. - oderwałam manekinowi głowę.
Jesteśmy kwita.
Już od godziny czekałam na jedzenie. Jeżeli każą mi czekać choćby minutę, to zabiję ich własnymi rękoma. No... O ile mnie wypuszczą. Nie wiedzieć czemu, zaczęłam się śmiać na cały głos.
- Chcę OBIAD! - zaczęłam krzyczeć i bić w kratki.
Wtem, usłyszałam kroki. Najprawdopodobniej, była to kobieta. Jej obcasy głośno stukały o podłogę, robiąc echo w całej sali. Oprócz niej i mnie, nie było tu żadnej żywej duszy. Nie chcieli mnie umieścić w pomieszczeniu z innymi tak jak reszty sąsiadów. Mój ostatni współlokator zaczął narzekać, że próbuję go zabić kiedy śpi. Nie próbowałam. Ja chciałam to zrobić.
Usiadłam grzecznie na drewnianym (i połamanym) krześle, domagając się wyjaśnień. W najlepszym wypadku tylko lekko ją zranię. O ile nie weźmie swoich cudownych ochroniarzy. Drzwi się otworzyły, a w nich stanęła dr. Sanus. Za nią było chyba piętnastu uzbrojonych ochroniarzy. Tyle zadymy tylko po to, żeby dać biednemu człowiekowi jeść? Jednak, nie zobaczyłam w jej rękach tacy z daniem. Podeszła do mnie, a ja już miałam zamiar wykręcić jej rękę, gdy podszedł do mnie ochroniarz i chwycił w pasie. Syknęłam. Nikt nie miał prawa mnie dotykać.
- Gdzie jedzenie? - zapytałam z wściekłością.
Nic nie odpowiedziała. Zamiast tego, przybliżyła się jeszcze bardziej, przez co udało mi się uderzyć ją w twarz. Nie pamiętam czy został ślad, bo poczułam wtedy niewiarygodny ból. Był straszny. Pobieranie krwi, zastrzyk, czy nawet zszywanie rany było przy tym niczym. Zaczęłam krzyczeć. Nie wiem czy ktoś przez to nie ogłuchł i zresztą mało mnie to obchodziło. Niech najlepiej wszyscy ogłuchną i przestaną mnie torturować!
***
Obudziłam się w zielonej sali. Stało w niej mnóstwo roślin doniczkowych. Ciekawe po co? Próbowałam się podnieść, ale kiedy to zrobiłam, głośno jęknęłam. Beznadziejne kable. Byłam do nich przykuta. Zaczęłam się wyrywać, co tylko wzmocniło mój ból. Znowu krzyczałam. Wtedy do sali wszedł mężczyzna. Milusi.
- Wypuść mnie. - powiedziałam głośno i z frustracją.
- Kochanie, tu nie ma czegoś takiego jak wypuść mnie. Teraz jesteś naszą własnością. Zostaniesz wykorzystana do celów naukowych. - spojrzał na mnie.
- Wypuść mnie. - powtórzyłam.
Możliwe, że nie zrozumiał.
- Nie chcę ci tego robić, ale... muszę, złotko. Lepiej zamknij oczy.
- WYPUŚĆ MNIE! - biłam nogami o materac.
Wszystko tak strasznie bolało. Zaczęło mnie dręczyć uczucie bezsilności. Wtedy ten mężczyzna zadał mi kolejną dawkę męczarni, po której dosłownie zwijałam się z bólu. Wreszcie zamknęłam oczy.
***
Otworzyłam powieki. Nie czułam bólu. Czułam nienawiść. Gdzie ci popaprańcy są?! Gdzie do cholery?! Chętnie pogłaskałabym ich nożem po policzku. Obróciłam głowę, ale nikogo nie zobaczyłam. Proszę bardzo, zamknijcie mnie w kolejnej celi. Zmusiłam się do wstania. Oderwałam wszystkie kable trzymające mnie i ruszyłam na przód. Czułam, że coś było nie tak. Ocknęłam się. Metalowa noga. To teraz mamy się stać robotami? Pomachałam nią w przód i w tył. Otworzyłam drzwi na korytarz, ale także nikogo nie było. Przekroczyłam próg. I w tym momencie usłyszałam najgłośniejszy alarm jaki mogłam w życiu usłyszeć. Cały czas wył. Zastanawiałam się o co chodzi, ale kiedy usłyszałam kroki, stwierdziłam, że to pewnie jakieś zagrożenie i puściłam się biegiem. Ta noga dawała mnóstwo możliwości. Choćby, gdy biegnę mogę uderzyć nią jakąś osobę, a ona nie wstanie (sprawdzałam). Nieco zmęczona stanęłam, aby zaczerpnąć oddechu. Wtedy zobaczyłam jakiegoś chłopaka opartego nogą o ścianę.
- Wiesz czemu ten alarm tak wyje? - zapytałam.
Albo nie wiedział, albo po prostu mnie olał. Zgaduję, że to pierwsze. Przegryzłam wewnętrzną stronę wargi, patrząc na niego. A może był posągiem? Dotknęłam go palcem.
- Nie jesteś posągiem. - stwierdziłam.
- Naprawdę? - mruknął z ironią.
- Nie, na niby. - przewróciłam oczami.
Wtedy znowu usłyszałam kroki. Stanęłam przy nim, przyglądając się mu.
Nim się obróciłam, znów zobaczyłam ciemność. Upadłam na ziemię, słysząc różne głosy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz