Nie miałam już sił, by krzyczeć. Czyżby wszystko we mnie upadło?
Gdzie się podziała dawna siła? Siła, do walki...
Czułam, jak moje oczy coraz bardziej się zamykają. Czułam ciepło, rozchodzące się bo całym moim ciele, które powoli zastyfało w bezruchu.
Ostatkami sił próbowałam się uwolnić. Wydostać. Przerwać ten koszmar.
Po chwili zaczęło też brakować mi tchu.
Dlaczego byłam taka słaba? Wszystkie leki uspokajające nie działały na mnie tak mocno.
Nie wiedziałam jednak, że to nie jest zwykły środek uspiający.
Nie wiedziałam też, że po nim otrzymam nowe siły...
***
- Hiro Shinsara - odezwał się zimny, kobiecy głos.
Otworzyłam oczy.
Ku mojemu zdziwieniu, nie ujrzałam brudnej, ciemnej sali z psychiatryka. Nie leżałam też na dziurawym prześcieradle, a na miękkim łóżku, przykryta białą pościelą. Ściany pomieszczenia również były białe.
Stała nade mną kobieta o ciemnych, małych oczach ukrytych za okrągłymi okularami. Jej ciemne loki, ułożone niestarannie na czubku głowy, przypominały bardziej kupę, niż kok.
- Co wyście mi zrobili? - powiedziałam ochrypłym głosem.
Kolejne zaskoczenie. Nie myślałam, że z moich ust wydobędzie się jakikolwiek dźwięk.
- Same dobre rzeczy - uśmiechnęła się podle lekarka - zobaczysz. Spodobają ci się.. nowe umiejętności.
- Same dobre rzeczy - uśmiechnęła się podle lekarka - zobaczysz. Spodobają ci się.. nowe umiejętności.
- Jakie... - już miałam zadać pytanie, gdy spojrzałam na swoją lewą rękę, a raczej na jej.. brak - do cholery, coście zrobili z moją ręką?!
Wyskoczyłam z łóżka, olekceważąc fakt, że byłam podłączoną do EKG i kroplówki.
Zakręciło mi się w głowie. Przeszkodziły mi również te wszystkie kabelki, do których byłam podłączona.
Potknęłam się o brzeg łóżka, i wylądowałam prosto na lekarce.
Miałam doskonałą okazję, by ją udusić. By ją zabić. Za to wszystko. Za tyle lat cierpienia. Siedzenia jak zwierzę w klatce. Testów. Badań. Jakbym była króliczkiem doświadczalnym.
Wtem doktorka nacisnęła mały czarny przedmiot, który trzymała w ręce.
Zawyłam z bólu. Czułam, jak ktoś żywcem rozdziera moją szyję. Kości, mięśnie, żyły...
Nacisnęła ponownie.
Ból był jeszcze straszniejszy. Zsunęłam się z ciała kobiety jak zwłoki.
- Zabrać ją! - krzyknęła
Nie byłam w stanie się poruszać. Całę moje ciało przechodziły obezwładniające dreszcze.
Dlatego też nie protestowałam, gdy dwóch ochroniarzy zaczęło mnie gdzieś wynosić.
***
Dalej nie pamiętam już nic, prócz tego, że obudziłam się w tym samym pomieszczeniu lekarskim.
Mimo to udawałam, że nadal śpię, ale tylko po to, by poidsłuchać rozmowę lekarzy.
- Na pewno była gotowa na tą operację?
- Rzuciła się na mnie, jakby ją diabeł opętał! Nikt normalny nie byłby w stanie podnieść się z łóżka zaraz po przebudzeniu z tak wymagającej operacji. Przynajmniej nikt nie posiadający genomu...
- Była w stanie mówić?
- Tak. Do tego szybko zauważyła, że pozbawiliśmy ją ręki. Niech się już doktor nie martwi. Czuwam nad sytuacją. Jej stan był stabilny, dobrze, że nie marnowaliśmy niepotrzebnie czasu.
- Wierzę, że sprosta pani zadaniu, pani Greenvald.
- Oczywiście, pani Richardson.
Kobieta zbliżyła się do mojego łóżka. Pozwoliłam sobie otworzyć oczy.
- Witaj ponownie - uśmiechnęła się ponuro - na przyszłość, gdybyś chciała sprzeciwić się jakimkolwiek zasadom, pamiętaj, że zostaniesz ukarana tym oto narzędziem.
Wyjęła z kieszeni białego fartucha małe, czarne, prostokątne coś z czerwonym przyciskiem.
- Co to robi?
- To - uśmiechnęła się podle i nacisnęła guziczek.
Znowu ten ból. Ból rozdzierania całej mojej szyi. Krzyknęłam.
- Ból jest taki słodki, nieprawdaż? - pochyliłą się nad moją twarzą, na którą wstąpiły pierwsze krople potu - zwłaszcza dla takich jak ty...
- Zobaczysz, jeszcze zginiesz, i to z mojej ręki... - wychrypiałam.
Ponownie nacisnęła na guzik.
Echem po sali rozniósł się mój kolejny, przeraźliwy krzyk.
- To było ostrzeżenie. Masz być grzeczna. To my tu wydajemy rozkazy. Jesteś tylko małym, lichym pionkiem w naszej grze. I to od nas zależne są wszystkie twoje ruchy. Wszystkie.
Zmierzyąłm ją wściekłym spojrzeniem. W głowie już planowałam dla niej zemstę, najgorsze tortury, w najpodlejszych męczarniach..
- Ale nie jesteśmy tacy źli, jak ci się wydaje... - pogłaskała mnie po brodzie - zobacz, zwróciliśmy ci rekę. W nowym, lepszym stanie... Widzisz, jak wielkim dobrem odpłacamy się na takich jak ty, którzy zadali nam tyle bólu i trudu? Nam, niewinnym ludziom?
- A wciskaj tę gadkę komu innemu.. - wypowiedziałam na tyle cicho i niewyraźnie, by nie zaznać kolejnego ataku bolu z jej strony.
- Coś mówiłaś? - złapała mnie za oba policzki.
Z trudem pokręciłąm przecząco głową.
- To świetnie - odparła hardo - Za kilka godzin masz pierwsze badania sprawnościowe z użyciem własnej siły fizycznej. Tymczasem, miłego odpoczynku...
***
Kilka godzin później, o własnych nogach, znalazłam się w dużej sali, która z trzech stron posiadała wielkie, plastikowe szyby, które miały służyć obserwacji z zewnątrz.
Dotknęłam mojej szyi. A raczej czegoś, co się na niej znajdowało. Czarna, metalowa obroża, Jak dla psa. Nie było sposobu, by ją zdjąć. Żadnej klamry, żadnego przycisku, żadnego.. niczego.
Unios lam w górę moją nową, lewą rekę. Sztuczną rękę, wykonaną z nieznanych mi materiałów.
Jakimś cudem, nie była zwykłą protezą. Nie miałąm żadnych problemów z poruszaniem nią. Zachowywałą się zupełnie jak ludzka ręka. Kiedy i jak chciałam.
Nadal byłam obrana w ten paskudny, szpitalny worek, nazywany fartuchem. Eh..
Ujrzałam za szybami rzędy doktorów i innych zjebów - fanatyków nauki oraz medycyny.
Co tu się działo?!
Drzwi do sali otworzyły się, a do pomieszczenie stanowczym krokiem wparowała Greenvald.
- Witam wszystkich na pierwszym teście sprawnościowym uczestniczki tajnej operacji pod nazwą Kod Genezis. Jak mniemam, wszyscy zgromadzeni są dobrze poinformowani w szczegółach projektu, więc, by nie tracić czasu, przejdę do rzeczy. Obecna tutaj Hiro Shinsara, w ramach projektu, otrzymała nową kończynę, w stu procentach współgrającą z jej naturalnym ciałem. Połączona z nerwami proteza odbiera sygnały wysyłane przez mózg w tempie prawie tak szybkim jak ludzka kończyna. Ponadto, umożliwia użycie większej siły, co za tym idzie - gwarantuje lepszą sprawność w walce wręcz. - podniosła moją lewą rekę w górę.
Następnie kontynuowała:
- Panience Hiro wszczepiono również całkowicie nowy, stworzony labolatoryjnie genom, zwiększający jej zwinność, giętkość i szybkość. Stan zdrowia Hiro jest bardzo dobry, wręcz rewelacyjny, nie spodziewaliśmy się aż tak wysokiego rezultatu. Nie było żadnych powikłań, czy też problemów podczas wszystkich operacji. Teraz Hiro zaprezentuje państwu, co potrafi, dzięki naszym działaniom.
Naukowcy zaczęli szeptać między sobą. Byłam kompletnie zdezorientowana.
Wtem kobieta podałą mi do rąk katanę.
- Bierz to i walcz - nakazłą ostrym tonem - od wyniku tej bitwy zależy moja przyszłość. Tyle razy mnie nie zawiodłaś, nie zawiedź i teraz.
Nie byłam w stanie nawet nic powiedzieć.
Oglądałam ostrze z każdej strony.
Prawda, posługiwałam się już kataną, ale nie poisiadałam zbyt wielkich umiejętności.
Wtem drzwi z drugiego końca sali zostały otwarte, i wyszedł z nich olbrzymi robot. Znając życie, zaprogramowany do walki i posiadający sztuczną inteligencję.
- Walcz, albo zginiesz - usłyszałąm jego głos.
Zacisnęłam ręce na rękojeści miecza.
Maszyna uniosłą w górę swoją wielką, ciężką łapę. Cudem uniknęłam rozgniecenia na kwaśne jabłko.
"Skup się. Walcz" - powtarzałam sobie w myślach.
Podbiegłam do maszyny, i zaczęłam zadawać obrażenia.
Cięłam metal bez opamiętania, robiąc wiele uników, skoków i przewrotów. Nigdy nie czułam się tak silna. Tak zwinna. Tak lekka. I tak niesamowicie stworzona do walki.
Ostrze katany było na tyle wytrzymałe, że nie doznało żadnego uszczerbku. W końcu, na obecny 2103 rok to nie było nowością. Tyle nowych pierwiastków, materiałów..
Po kilku minutach części robota rozniesione były po całej sali.
Otarłam ręką pot z czoła. Odsapnęłam z ulgą. Mimo to, bitwa dała mi dużo sił i satysfakcji. Zrozumiałam, że mogę być zdolna do.. wszystkiego. Z tak nieziemskimi umiejętnościami.
Naukowcy kiwali głowami z zadowoleniem, niektórzy nawet klaskali.
Do pomieszczenie weszła Greenvald.
- Dobra robota, Hiro - uśmiechnęła się do mnie.
I tak nadal uważam ją za wstrętną jędzę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz